Prywatyzacja banków a polityka

Po Okrągłym Stole i wyborach w 1989r., Polska weszła w okres transformacji wolnorynkowej. Aby sprostać światowej konkurencji kolejne rządy rozpoczęły ogromną akcję prywatyzacji, która przyjęła trzy formy: * Prywatyzacja kapitałowa * Powszechne uwłaszczenie * Prywatyzacja bezpośrednia W początkowej fazie procesu prywatyzacji sektora bankowego zakładano, że pakiet dla partnera strategicznego nie powinien przekraczać 30 procent akcji, 30 procent miało pozostać w rękach Skarbu Państwa, pozostałe akcje miały ulec rozproszeniu na przykład Bank Śląski S.A, czy Wielkopolski Bank Kredytowy S.A. W roku 1998 nastąpiła zmiana polityki prywatyzacji banków, punktem zwrotnym była sprzedaż Banku Przemysłowo – Handlowego S.A. Sprzedaż większościowego pakietu akcji Banku PKO S.A. miała miejsce w 1999 roku. Prywatyzacja polskiego sektora bankowego doprowadziła do stworzenia swoistego holdingu. Dziś w kraju działa kilkadziesiąt dużych banków i chociaż co rusz przekonują one o zaciekłej rywalizacji, nie bardzo da się to zauważyć w portfelach klientów. W twierdzeniach polityków Prawa i Sprawiedliwości, mówiących w Sejmie o obcym kapitale drenującym kieszenie Polaków, jest trochę prawdy. Jak wynika z raportu Capgemini o bankowości detalicznej z marca 2005 r., w Polsce, gdzie do banków kontrolowanych przez inwestorów zagranicznych należy 70 procent wszystkich aktywów bankowych, ceny usług bankowych są najwyższe w Europie i należą do najwyższych w świecie. Dziś rządy większości państw starają się wywierać nacisk na sektor bankowy tak, by zapewnić "właściwą" strukturę właścicielską - czy to przez prywatyzację banków, czy przez ingerencję w fuzje lub przejęcia między prywatnymi podmiotami. Prywatyzacja była jedną z podwalin transformacji ustrojowej zarówno w Polsce, jak i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Jedni twierdzą, że okazała się wielkim sukcesem, natomiast dla innych stanowiła pole do grabieży i afer. Okazuje się więc, że rzeczowe wyjaśnienie kwestii takiej jak prywatyzacja sektora bankowego nie może obyć się bez szerszej krytyki przemian, w tym także ich globalnego kontekstu.